Grzyby, część pierwsza.

-Kochanie, co Ty robisz? – spytał z lekka zaniepokojony Tate, kiedy po wejściu do pokoju zobaczył Mame, która z rumieńcem na twarzy i nieobecnym wzrokiem rozłożona na podłodze spoglądała równocześnie na tablet, mapę i małą książeczkę. – Badam, -mruknęła w odpowiedzi, nie patrząc na niego i nie przerywając porównywania mapy z tabletem. – Wiesz, – dodała, przeciągając słowa w charakterystyczny dla zajętego czymś innym człowieka sposób. -Wiesz, te mapy Googla są całkiem niezłe, nawet ładnie pokazują i są prawie aktualne, a na pewno bardziej niż atlas. – A co Ci pokazują? – wycofanie niepewnym głosem spytał Tate, który dowiedział się właśnie, iż jego wyjątkowo temperamentna druga połowa posiada już jakiś plan i niewątpliwie Tate stanowi jego nieodłączną część. – Pokazują, – wyszczerzyła się Mame podnosząc głowę z nad atlasu. – Pokazują, dokąd jutro mnie zabierasz i jaki  masz plan na to, żeby zapewnić mi rozrywkę na niedzielę i żebym się nie nudziła, – stwierdziła radośnie, nie bacząc na to, iż biednemu Tate włos się na głowie zjeżył. – No, to idź spać, bo rano wcześnie wstajemy, nie będziemy marnować czasu, – powiedziała wstając z podłogi. – No co tu jeszcze robisz, jazda do wanny, późno się robi, no ruszże się wreszcie, dziwić możesz się w biegu, – pogoniła go zniecierpliwiona. – A dowiem się chociaż dokąd Cię zabieram, – z rezygnacją spytał Tate kierując się w stronę łazienki. Głupio by było, gdybym nie znał własnego planu, – popatrzył beznadziejnie na żonę. – No jak to gdzie? – zdziwiła się Mame. Jesień mamy, zabierasz mnie na grzyby – zaświergotała radośnie z wyrazem twarzy mówiącym, iż ona już na tych grzybach jest, a nawet wróciła i właśnie je suszy.  – Idziesz do tej wanny, czy nie ? – sapnęła w jego stronę.  – Skowronkiem nie jesteś, no włączże jakąś energię w te kończyny, bo stoisz jak ten słup.  – Co się tak dziwisz, skojarz fakty – jesień mamy, słońce świeci, deszczyk pada, grzyby rosną – rozzłoszczona wydała dyspozycję i nie patrząc już na załamanego Tate wyszła z pokoju.

Czytaj dalej Grzyby, część pierwsza.

Powrót

-Tate,- usłyszałem głos wypakowującej zmywarkę Mame, -Tate, odsapniemy chwilkę po obiedzie i trzeba zacząć się pakować, jutro rano to ja chcę mieć wszystko gotowe, a nie latać jak kot z pęcherzem i szukać naszych rzeczy. Czas wracać do domu, koniec tego byczenia się w raju, praca czeka – mówiła Mame do robiącego popołudniową kawę Tate. – Ja nie wiem jak to jest, ale w tę stronę to ja nas jakoś zapakowałam, ale z powrotem, to chyba pożyczymy torbę od Doroty, bo za diabła się nie zmieścimy, a nie wiedzieć czemu nie udało mi się Ciebie zrujnować i wcale dużo nie kupiłam, więc to chyba ta sławetna niemiecka chemia, tylko dlaczego w naszym przypadku, poza wypraniem rozszerzyła też wszystkie ciuchy? – zastanawiała się głośno, krojąc równocześnie zrobiony rano placek ze śliwkami. Czytaj dalej Powrót

Hamburger DOM

Co za urlop, – rozmyślał siedzący w salonie w bujanym fotelu Tate.  Jak tak dalej pójdzie, będę musiał wziąć urlop żeby odpocząć po urlopie, toby się dopiero w pracy zdziwili, -uśmiechnął się pod nosem i z bezpiecznej odległości patrzył, jak jego kochana żona wraz ze swoim pierwowzorem ciotką Dorotą, usiłują w przeciągu, zapałkami , podpalić gaz pod kuchenką elektryczną.

Czytaj dalej Hamburger DOM

Gęsi

-Słuchaj, a Birgit? Co u niej słychać? Dalej mieszka w tym strasznym domu?, -usłyszałem zaciekawione pytanie Mame. – Ach, scheiße, -usłyszałem Dorotę, nawet mi nie mów, ta wariatka zostawiła Helmuta jakieś dziesięć lat temu i uciekła do Austrii, a teraz dzwoni do jego córki i płacze, że chce go odzyskać. -Co Ty do mnie mówisz, -zdziwiła się Mame,  – to Frederike jeszcze odbiera od niej telefony? Pomyślałem sobie, że nie będę pytał Mame, czy wypuści mnie w końcu na dwór, bo jak to wczoraj zauważył Tate, jak one we wspominkach przez dwa dni załatwiły tylko kilku niemieckich znajomych, a nie ruszyły wcale rodziny, nie mówiąc o polskiej części, to marne  szanse są , że uda im się za dwa lata skończyć.

Czytaj dalej Gęsi