Chojnik

Nie, nie, nie-myślała rozpaczliwie Mame, patrząc na zmieniającego opatrunek na nodze Tate. -Ja tego dłużej nie wytrzymam, nie mogę patrzeć na to, co ten paranoiczny hipochondryk robi.  Przez ostatnie dwa dni, ze względu na jego nogę, siedzieli tatowym rodzicom na głowie i doprowadzali nogę do stanu używalności. Ci ostatni nie mieli nic przeciwko, babcia miała dla kogo gotować i piec różne pyszne ciasta, a dziadek zyskał profesjonalną i fachową pomoc w nauce dopiero co odkrytego internetu. Czytaj dalej Chojnik

Grzyby, część czwarta, ostatnia.

-Jasna dupa zielonego jeża, co za piekielna skleroza, kiedyś głowy zapomnę – myślała ponuro Mame, kiedy po dziesięciu minutach spotkała na swojej drodze drzewo, które absolutnie, ale to bez dyskusji musiała sfotografować i w tym właśnie momencie odkryła, że zapomniała aparatu. -To wszystko przez niego, buntować mu się zachciało, też se porę znalazł, -mamrotała gniewnie myśląc o Tate, zawracając w miejscu i gnana troską o swoją ukochaną zabawkę, leciała do grzybodajnego raju w którym na pieńku spoczywał był samotnie aparat.  – Buntować się też trzeba umieć, -nakręcała się coraz bardziej głodna i zasapana. – Jakby w domu, przy czymś dobrym do jedzenia i ciepłej herbatce wyłuszczył, o co mu chodzi, to może byłabym skłonna go wysłuchać. – Ha, ha , -roześmiała się do siebie w przypływie szczerości, -Usłyszeć, to nawet bym i usłyszała , co też ciekawego ma do powiedzenia, prze tyle lat to nawet się chłopak wyrobił, coraz fajniejsze awantury mogę mu robić, ale żeby od razu posłuchać? Nie, zdecydowanie nie, -uśmiechnęła się pod nosem na myśl o wijącym się jak boa w kisielu Tate, który z uporem godnym lepszej sprawy przedstawia swoje rzeczowe argumenty i nawet ładnie je uzasadnia, więc  miło się go słucha. Ale posłuchać? Nie, zdecydowanie nie! – Rozbawiona wizją Tate w ciele boa w wiśniowym albo cytrynowym  kisielu, nie wiedząc kiedy dotarła do pieńka, z ulgą odkryła że pozostawiony samemu sobie aparat leży tam, gdzie go zostawiła, a nawet tęskni za nią, podniosła go, troskliwie wytarła z leśnych paprochów i odetchnąwszy głęboko doszła do wniosku, że czas najwyższy powiedzieć Tate, co sądzi o jego z góry skazanych na niepowodzenie próbach udowodnienia swoich racji, które powodują, tak jak w tej właśnie chwili jej dyskomfort.  Głodna i zniecierpliwiona po raz drugi ruszyła wytyczoną jej przez opatrzność drogą. Czytaj dalej Grzyby, część czwarta, ostatnia.

Grzyby – część trzecia

Lekceważąco porzucony Tate stał przez chwilę w milczeniu i bezruchu. Do głowy cisnęły się mu różne niecenzuralne słowa i zaczęła ogarniać beznadzieja. -Co za niereformowalna cholera, – myślał ponuro, -Co za gangrena uparta, osioł jest bardziej ugodowy, z terrorystą nawet da się negocjować, a tak dobrze mi szło, już myślałem, że znalazłem na nią sposób, to nie, znowu postawiła na swoim, dobrze, że nie jest politykiem, dyktatura pewna, niech to szlag…..W połowie tych rozmyślań wpadły mu do głowy, wielokrotnie powtarzane przez dobrowolnie poślubioną cholerę słowa o wznoszonych w dzieciństwie modłach o dobrego współmałżonka. – Tak, jasne – pomyślał z rozgoryczeniem Tate, którego po chwili odblokowało i ruszył właśnie po beztrosko porzuconą przez Mame torbę od aparatu,  – jasne, -dodał – znowu to wszystko tak obróci, że wyjdzie na to, że to moja wina, niech to szlag….. Czytaj dalej Grzyby – część trzecia

Grzyby, część druga

W okolicy Ząbkowic Śląskich Mame z impetem wjechała w leśną dróżkę celem skorzystania z toalety. Tyle razy przerabiali już temat siusiania na stacjach benzynowych, że Tate nie zdziwił ten nagły manewr. Mame nie znosi publicznych toalet, według niej w promieniu stu metrów od nich widać unoszące się złowrogo zarazki i bakterie. Mame lubi łono natury i żadne zjawiska pogodowe typu deszcz, śnieg czy inna ulewa jej nie zrażają. Po załatwieniu czynności intymnej, sięgnęła do leżącego w bagażniku plecaczka w którym miała przygotowaną wodę. Wydalony płyn należało uzupełnić. – Chcesz? – spytała wciąż siedzącego w samochodzie Tate. – Chcesz pić, czy możemy jechać dalej? – Nie, -odpowiedział  po krótkim namyśle. – Pojedziemy do rodziców, to napiję się kawy, a teraz zamykaj ten bagażnik bo zimno. Czytaj dalej Grzyby, część druga