Święta. Część druga.

Z głośników cichutko popłynęły śpiewane przez Mazowsze kolędy, przeplatane co jakiś czas stukaniem łyżek o talerze. Jedli w ciszy barszcz z uszkami i nikt nie odezwał się słowem, dopóki ten pierwszy wigilijny posiłek nie został zjedzony. Kiedy Mame, po upewnieniu się, że już nikt nie chce dokładki pozbierała talerze i zabrała je do kuchni, BABCIE konspiracyjnym szeptem zwróciła się do Tate – Powiedz mi szybko, zanim ta zaraza wróci, gdzie kupiła takie dobre uszka – spytała zaciekawiona. – Ona by mi zaraz tak namieszała, że niczego się nie dowiem, a przepyszne są, chciałabym dla siebie na później kupić – pospiesznie dokończyła, słysząc jak jej niepokorna córka wraca z kuchni i niesie parujący półmisek pierogów. Czytaj dalej Święta. Część druga.

Święta. Część pierwsza.

Grrrrrr, rrrzzzzzz, rrrzzzz, grrrrrrr, rrrzzzz, w przód i w tył i jeszcze raz i jeszcze jeden i prawo i lewo też będzie dobrze, a jak jej się coś nie spodoba, to niech sama tnie i już w przód i w tył i raz, lewa, lewa a teraz prawa i prawa – sapał z wysiłku Tate, kiedy po ogarnięciu całego mieszkania po remoncie, ciął o piątej rano choinkę. Nie żeby chciał. Raczej musiał, bo skończyli sprzątać mieszkanie grubo po północy, a nadchodzący poranek był tym wigilijnym, który za kilka godzin miał się przemienić w wieczór. A wieczór oznaczał gości, którymi, jakżeby inaczej, byli BABCIE i i brat Mame. Tak to w tym roku właśnie wypadało, a on, idiota jeden, jak zwykle o tym zapomniał i dał się wrobić w tapetowanie. Gdyby skojarzył te fakty, protestowałby znacznie gwałtowniej, a przynajmniej tak to sobie wyobrażał. Czytaj dalej Święta. Część pierwsza.

Remoncik. Część druga, ostatnia.

-Zobacz, a ta? Albo ta? Popatrz, popatrz jakie one są piękne, weźmy wszystkie, to od razu pomalujesz cały dom, zobacz, no popatrz tylko jakby było pięknie, ta z taką tapetą, albo nie, lepiej z tą, ta jest prześliczna, no i czego się nie zachwycasz Ty wyprany z poczucia estetyki komputerze na dwóch nogach, patrz mówię do Ciebie i ja chcę widzieć jakąś reakcję, a nie wszystko sama mam robić, myślisz że dla towarzystwa tu przyjechałeś? To wspólne mieszkanie i wspólnie będziemy wybierać, o nie, nie dotykaj tego paskudztwa, to sobie możesz na ścianę rzucić jak się wyprowadzisz do piwnicy i to tylko wtedy, kiedy nie będę musiała do niej wchodzić. O, popatrz, a ta? Najpiękniejsza na świecie, chyba zmienię koncepcję, jak dobrze, że w tym sklepie można oddać to co się kupiło, bo w tej sytuacji tapeta którą już wybrałam nie będzie pasowała do tego koloru. Nie gadaj teraz do mnie, muszę pomyśleć – ostatnim oddechem wyrzuciła z siebie Mame i rzucając w nieruchomo stojącego Tate swoją kurtką i torebką, z lubością zanurzyła się w przyczepionych do ściany próbnikach farb.

Czytaj dalej Remoncik. Część druga, ostatnia.