Perełka. Część pierwsza.

-Czego ta pokraka taka gruba? – spytał podejrzliwie Lech swojej krzątającej się w ciszy po kuchni, żony – Myszy nie łowi, żre tylko i śpi, co z niej za pożytek? – gderał dalej niezadowolony, patrząc jak zmęczona, ociężała , na kilka dni przed porodem kotka próbuje wskoczyć na stojący przy piecu stołek. – Pogonię darmozjada i tyle będą ją widzieli – warknął zeźlony i wyładowując swą złość na niewinnym zwierzęciu, rzucił w nią dla zabawy kapciem i głośno rechocząc na widok panicznie uciekającego kota zwrócił się do żony – Ty będziesz następna. Miałaś przyprowadzić do domu kota, który łapie myszy, a nie wyżera mięso na mój obiad. – Zabieraj się za tą pokraką i niech Cię dzisiaj nie widzę! – ryknął wściekle i dla odmiany rzucił w żonę leżącą na stole łyżką. – Ile mam jeszcze czekać? Co robisz cały dzień, że gospodarz po powrocie z pola nie ma gotowego obiadu? – darł się za chowającą się w łazience przed gniewem męża , kobietą. Wezmę się za was, jak tylko pole obrobię, będziecie chodzić jak w zegarku, darmozjady jedne – ryczał wściekle, nie bacząc na fakt, iż w kuchni nikogo już nie ma. – Gdzie moje piwo?- rozdarł się na pół wsi i nie uzyskując od nikogo odpowiedzi, ruszył do sieni, potrącając stojące mu na drodze krzesła.

Czytaj dalej Perełka. Część pierwsza.

Biszkopt z Karmelem. Część czwarta – ostatnia

Franek Zięba od urodzenia wydawał się być rodzinie ciut dziwny. Wychowany w rybackiej rodzinie, szykowany był na naturalnego następcę swojego ojca, Bogdana, z dziada pradziada rybaka. Bogdan po narodzinach pierworodnego wyprawił na całą miejscowość huczne chrzciny, po czym z zapałem oznajmił wszem i wobec, że oto nastało nowe pokolenie rybaków i z tym  młodzianem rzemiosło przodków nie zaginie. Młodzian w wieku trzech miesięcy w nosie miał ryby, przodków, rzemiosło i własny los. Młodzian darł się przeraźliwie gdyż domagał się matczynego cyca i zmiany pieluchy. Nie wiedział sam, co było ważniejsze, więc darł się podwójnie głośno.

Czytaj dalej Biszkopt z Karmelem. Część czwarta – ostatnia

Biszkopt z Karmelem. Część trzecia.

-Nie będzie mi tu Pani biła żadnego kota, rozumie Pani ? Kota, psa, ani chomika! Samą siebie niech Pani  trzaśnie w łeb, a nie będzie  pastwić się nad słabszymi! Ze mną proszę spróbować, jak jest Pani taka odważna! – wściekła Mame wrzeszcząc na pół miasteczka leciała przez trawnik w stronę wstrętnej sąsiadki, która kopnęła Biszkopta i próbowała dosięgnąć grabiami Karmelkowego grzbietu. – Odsuń się kobieto od tego kota bo nie ręczę za siebie – wysyczała, będąc już w zasięgu ropuchy. – A co Cię to obchodzi gruba babo – odparła pogardliwie sąsiadka i nieświadoma charakteru Mame, zamachnęła się ponownie na próbującego dostać się do miski kota. – Psa muszę karmić, koty muszę karmić, ale ze starymi, grubymi babami nie gadam – gderała sadystka, podnosząc równocześnie rękę z grabiami na wciąż próbującego dostać się do jedzenia Biszkopta.  – Mariolka pojechała sobie na urlop, gości zostawiła, zwierzaki zostawiła, wszystko na mojej głowie – ręka sąsiadki wzięła potężny zamach i pewnym było, że Biszkopcikowi za chwilę stanie się krzywda. Nie dosięgnęła go jednak. Zaciśnięta pięść Mame była szybsza. Imponujący, gnany wściekłością prawy sierpowy błyskawicznie znalazł się na śmiertelnie zdumionej twarzy . Babę obróciło i z wrażenia posadziło na ziemi. Przez krótką chwilę nie była w stanie złapać tchu, ani też dojść, co tu się właśnie wydarzyło. – Owszem, jestem gruba – spokojna jak sfinks osiągający właśnie stan zen, odparła Mame. – Ale lepiej gruba niż głupia – dodała do znokautowanej właśnie wstrętnej baby. -Mówiłam, żeby go Pani zostawiła, następnym razem radzę posłuchać, następnym razem nie będę dla Pani taka miła – dodała złowieszczo i sprawdziwszy, czy koty podeszły do miski i mogą coś zjeść, odwróciła się na pięcie i nie zaszczyciwszy babsztyla ani jednym spojrzeniem, dumna z siebie bardzo udała się do pokoju.

Czytaj dalej Biszkopt z Karmelem. Część trzecia.