Dzień Kota

Rozmowy z Kotem
  • 58

Jak dobrze mieć starsze rodzeństwo! Nie sądziłem wcześniej, że będę miał takie szczęście. Maksio, mój wspaniały starszy brat bliźniak, nie odstępował mnie na krok, kiedy miałem areszt klatkowy. Przychodził na każde widzenie, każdą wolną chwilę spędzał ze mną, tak, abym nie czuł się samotny i opuszczony. Czasem Mame zamieniała się w strażnika więziennego i, jak to określił Tate, na zbity pysk wyrzucała Maksia z mojego apartamentu. Że mnie trochę podgryzł i wytarmosił za uszko? Przecież nic się nie stało, wiedziałem, że kiedy tylko stąd wyjdę, odbiję to sobie. Już wtedy zauważyłem, że mają oboje z Kawą takie piękne, grube i długie ogony…. Takie mięciutkie, puszyste, tak fascynująco ruchome…..Ogony….I można za nimi gonić, podgryzać, atakować, a nawet przed nimi uciekać! Och, ile to daje możliwości zabawy i rozrywki! Ach, rozmarzyłem się, ale już wracam do mojej opowieści. Na czym to ja…?   A, ogon, a nie, nie wróć. Dzisiejsza opowieść dotyczy zupełnie innego tematu. Wybaczcie mi tę słabość 🙂

Kiedy spędzałem czas na zabawie z Maksiem, Kawa coraz częściej i dłużej przebywała w pobliżu apartamentu. Podchodziła z tajniaka, przesuwała się, według Mame, jak cień wielkiej góry za kratami i wydawało się jej,  że nikt tego nie widzi. Jaka ta Kawunia była w tym pocieszna, jak bardzo pilnowała, żeby nie było jej widać. Czasem Mame z Tate śmiejąc się serdecznie, żartowali z Kawy i mówili do niej, że mimo czynionych podchodów widać ją bo ma otwarte oczy. Nie bardzo wiedziałem o co chodzi, więc Mame mi wyjaśniła, że to taki żarcik z Kawuni. Ona jest taka czarna, tak wtapia się w otoczenie, że kiedy Tate próbuje ją znaleźć, woła głośno, żeby się nie wygłupiała i otworzyła oczy, bo nikt jej nie widzi. Ależ ci ludzie są jednak ograniczeni w używaniu swoich zmysłów. Skoro nie widać, można przecież poniuchać i od razu wiadomo, gdzie kto jest. Nam to jednak nie przeszkadzało i osiągnęliśmy nawet pewnego rodzaju status quo. Maksio i ja w apartamencie, Kawa, jako snujący się duch i wyrzut sumienia na zewnątrz.

Pewnego dnia obudziłem się z przeczuciem, że będzie to wyjątkowy dzień.  Nic na to nie wskazywało, ale nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że to właśnie dzisiaj spotka mnie coś szczególnego. I nie myliłem się. Dostałem wytworne śniadanie i, co zdziwiło mnie bardzo, Maksio zjadł je ze mną. Prawdę mówiąc, to on w większości pochłonął moje mięsko, ale byłem szczęśliwy, że nie jem sam i nic nie mówiłem. Mame zawsze bardzo pilnowała, żebym jadł w spokoju, ale wtedy była czymś bardzo przejęta i zaaferowana i zapomniała zabrać Maksia z mojego pokoju.

Po śniadanku stały się dwie cudowne rzeczy, choć w pierwszej chwili myślałem, że mnie ominą. Tate otworzył drzwi na balkon i ich nie zamknął! Zawsze, kiedy tam wychodzili, od razu zamykali je za sobą, a wtedy nie! Poczułem piękny zapach, zapach ciepłego dnia, słoneczka i delikatnego wiatru. Och, pomyślałem, jak bardzo chciałbym wyjść, wygrzać doopkę na słoneczku, pobawić się z rodzeństwem, a nawet pozwolić Kawie na mnie syczeć! Tak pięknie jest na zewnątrz, tak bardzo doskwiera mi to więzienie! Mame, taka kochana , tak o mnie dba i pielęgnuje, ale teraz, kiedy ja pragnę wyjść na słoneczko, ona nawet na mnie nie spojrzy!

– Mame, mame, mruczałem cichutko, – Mame, a dzisiaj jest Dzień Kota, wiesz?

– Mame, a Kawa i Maksio poszli się opalać, wiesz?

– Mame, mame, ja też bym chciał wyjść, wiesz?

– Mame, ja nie chcę tu siedzieć, nie trzymaj nie w tej wstrętnej klatce!

– Wiem maluszku, ale Ty jeszcze nie możesz, usłyszałem nagle nad uchem. Mame od kilku minut stała nade mną ze smutną miną i widziałem, że jest jej przykro. Zrozumiałem, że słyszała wszystkie moje żale i pretensje. Oprzytomniałem trochę i zrobiło mi się wstyd. Tylu ludzi o mnie walczyło, tyle starań, tyle poświęcenia żebym tylko wyzdrowiał, a ja nie potrafię tego docenić. Przeprosiłem ją i pogodzony ze swoim stanem, usiadłem grzecznie w najdalszym kącie klatki. Zrozumiałem, że nie mogę żądać od nich takiego nieodpowiedzialnego działania, jak wypuszczenie mnie na balkon.

Moje rodzeństwo zażywało w tym czasie kąpieli słonecznej i nie słyszałem dokładnie o czym rozmawiali. Dotarły do mnie tylko strzępy słów.  Kawa mówiła coś o wyobraźni. Nadstawiłem ucha.

– Mame, ja za gówniarzem nie bardzo przepadam, przyznaję, ale ruszże wyobraźnią! Ponoć posiadasz. Chyba nie jesteś tak okrutna, żeby nas wypuścić, a małego trzymać w zamknięciu. – Też tak uważam, powiedział Maksio, co może się stać? Młody jest kotem, da radę. Bądź człowiekiem, zrób coś! Gdzie Twoja empatia kobieto? Naciskali wspólnie.

W pierwszej chwili pomyślałem, że Mame się zdenerwuje i efekt będzie taki, że wyrzuci ich z balkonu i skończy się rumakowanie. Mame jednak, ku mojemu zdziwieniu, zaczęła wołać Tate.

– Idę, już idę, co się stało, coś Ty znowu wymyśliła?, spytał podejrzliwie Tate

– A dlaczego uważasz, że coś wymyśliłam? słodkim głosem odpowiedziała Mame

– Dlaczego? – Ty się pytasz dlaczego? A widziałaś swoją minę? Jak nic, znowu wpadłaś na swój „genialny w swej prostocie plan”, jak to zwykle powtarzasz, tylko dlaczego ja mam obawy, że chcesz zrobić coś, czego Ci nie wolno? – prowadził monolog Tate

– Już, pogadałeś sobie a nawet Ci ulżyło? zdenerwowała się Mame. -Bo jeżeli to już wszystkie Twoje nudne wywody, to idź na balkon po wózek!

– Nie jestem nudny, tylko rozsądny! Zapieklił się Tate

– Przecież mówię, mruknęła Mame, przecież to to samo, dodała. – I nie bulgocz, tylko przynieś ten wózek!

– Jaki wózek nieobliczalna kobieto? Coś Ty znowu wymyśliła? Nie na żarty zapieklił się Tate. – O ile się orientuję, to na balkonie nie ma wózka!

– To znajdź coś, idziemy z dzieckiem na spacer!

– Boże, boże……szeptał Tate, o boże…

– Długo jeszcze będziesz tam siedział? Wózka nie widzisz, czy co? piekliła się Mame. – Dawaj, bo do lata będziemy czekać!

– To może być? – wychodząc z balkonu lodowatym głosem  spytał Tate? -Nic innego nie znalazłem.

– O widzisz, ucieszyła się Mame, -Jak chcesz, to potrafisz 🙂

Słuchałem ich zdezorientowany i niepewny. O czym oni mówią? Jaki wózek? Mame, jak sama o sobie mówi, ciut nerwowa jest i nie chciałem się dopytywać, ale byłem bardzo ciekawy, co oni robią. I nagle niebo się przede mną otworzyło. Stał się cud, w który nie mogłem w pierwszej chwili uwierzyć. Tate otworzył klatkę i bardzo delikatnie i ostrożnie wyciągnął mnie z niej. Mame zabrała moją matę podgrzewającą doopkę i wymościła nią wózek. Z niedowierzaniem patrzyłem, jak ostrożnie wkładają mnie do wózka i nie uwierzycie! Wynieśli mnie na balkon! Będę się opalał, będę na słoneczku! Z wdzięczności aż znieruchomiałem , ale chwili dotarło do mnie co się stało! Zacząłem wąchać jak szalony, wszystkie zmysły eksplodowały i poczułem tak nieopisaną radość, że do tej pory tańczę ze szczęścia, kiedy o tym wspominam.

Siedzieliśmy dość długo wszyscy razem, cała nasza piątka na słoneczku, w jego cudownym ciepełku. Nie trzeba nam było żadnych słów , żadnych gestów.  Każde z nas czuło wyjątkowość i magię owej chwili. To był ten moment w którym każde z nas zrozumiało, że jesteśmy silni, że ze wszystkim sobie poradzimy, bo mamy siebie, bo jesteśmy rodziną.

To był najpiękniejszy w całym moim życiu Dzień Kota, 17.02.2019 r.

 

Cdn….

Wasz Kubuś


Rozmowy z Kotem
  • 58

7 Replies to “Dzień Kota”

  1. Tak, Kubusiu, to jest najważniejsze w życiu – dobra, zgodna Rodzina…
    Jutro zaczynają się święta Wielkiej Nocy, w związku z tym życzę Ci, Kubusiu, wszystkiego, co najlepsze i najpiękniejsze. Przekaż te życzenia swoim Mame i Tate oraz oczywiście rodzeństwu. Dobrych dni, Kubusiu 🙂 Ciotka Baśka

Dodaj komentarz