Tate

Rozmowy z Kotem
  • 146

-Maksio, zostaw Kubka, Maksio, proszę przestań go gonić, jego głowa boli, nie może tak latać jak opętany, Kubek wyłaź mi spod tej szafki wiem, że tam nie sprzątałam, nie musisz mi tego pokazywać, Kawa, nie właź mi pod nogi, znowu Cię kopnę, ja nie mam oczu dookoła głowy, Maksio przestań, przecież mu krzywdę zrobisz egocentryku jeden, stary, jeżeli natychmiast nie wyjdziesz z tej łazienki, to Cię wywlokę, Kubka trzeba złapać do lekarza z nim jedziemy, rusz się, nie wszystko ja, też tu mieszkasz, Kubek wyłaź, Maksio, co ja mówiłam, Maksio bandyto jeden, zostaw Kawę, stary, masz trzy sekundy, czy ja do cholery sama muszę wszystko ogarniać?

-Co mi w tym życiu kawalerskim tak przeszkadzało?- myślał w tym czasie Tate. -Przecież to można oszaleć, ta kobieta to jakiś cyborg, nawet tu nie można spokojnie przysiąść, czego ona się tak drze, wcale nie siedzę tu piętnaście minut, najwyżej trzy… Rozważał, próbując nie słuchać jazgotu swojej, wciąż jeszcze ukochanej małżonki, latającej jak z pieprzem po domu. – A przecież były czasy, kiedy byłem tylko ja, Bartek i święty spokój….

Pierwsza informacja o tym, że zostanie kiedyś Tate, doszła do niego w szkole podstawowej.  Droga ze szkoły wiodła wśród wielu podobnych do siebie bloków, do których przynależne były również mieszkania dla samochodów, w równych rzędach umiejscowione niedaleko szkoły.  Za owymi garażami, któregoś pięknego dnia nasz przyszły Tate doznał objawienia. Spotkał go, nie każdemu dany, cud. Cud podwójny, który ukształtował jego osobowość i na zawsze utrwalił stosunek do zwierząt. Pierwszym były narodziny. Osiedlowa kotka postanowiła urodzić swoje maleństwa akurat wtedy, kiedy zrobił sobie codzienny przystanek w drodze do domu. Czy wiedziała, że nic jej nie grozi? Tego nie był pewien, jednakże jako mądry i rezolutny chłopiec, zamarł w bardzo niewygodnej pozycji, zasłonił tornistrem polową salę porodową i czekał, gotów w każdej chwili bronić koteczki przed innymi dziećmi. Na szczęście wszystko przebiegło bez komplikacji, dzielna mama i jej maluszki przetrwały poród i Tate, po sprawdzeniu czy nic im nie grozi, mógł spokojnie wrócić do domu. Codziennie przychodził sprawdzić jak miewa się kocia rodzina, za którą, w jakiś niejasny dla niego sposób poczuł się odpowiedzialny. Przynosił kotce smakołyki z domu, zabezpieczał jej domek i bardzo, ale to bardzo pilnował, żeby bezpiecznie im się żyło. Drugi cud poprzedziły wydarzenia okrutne, niezrozumiałe, na wspomnienie których Tate do dziś ociera oczy i jak prawdziwy mężczyzna przyznaje się do wzruszenia. Po skończonych zajęciach jak co dzień, poleciał do swojej kociej przyjaciółki i jej trójki maluszków. Jak zwykle miał ze sobą smakołyki i jak zwykle gotowy był do miziania koteczki, która się już na nim poznała i wiedziała, że można mu zaufać. Widok jaki zastał, zmroził go i zapadł w pamięć na zawsze. Jego śliczna kocia przyjaciółka i dwoje jej maluszków leżeli przed swoim domem i nawet dla tak małego chłopca było oczywiste, że nie śpią. Tate serce stanęło, rozpacz go ogarnęła i rozpłakał się rzewnymi łzami. Kiedy się już uspokoił i załamany miał wracać do domu, stał się cud drugi. Zza kamienia na którym zazwyczaj siedział, dobiegło go cichutkie, rozpaczliwe kwilenie. Bez tchu rzucił się na kolana i wyciągnął maleńką kupkę zapłakanego kociego nieszczęścia. Koteczek, który z całego rodzeństwa był najbardziej ciekawy świata, który był pierwszy do jedzenia i rozrabiania, musiał oddalić się od domu i dzięki temu nie podzielił okrutnego losu swojej rodziny. Tate mężnie zerwał z siebie sweterek, zapakował maluszka w ten prowizoryczny kocyk i z mocnym postanowieniem zatrzymania go za wszelką cenę zabrał do domu. Te wydarzenia pozostawiły w jego psychice trwałe ślady i zbudowały solidne fundamenty osobowości.

Tate wychowywał się w pewnym małym, ślicznym miasteczku na Dolnym Śląsku. Żył tu  sobie spokojnie jako środkowe dziecko swoich rodziców i nawet w snach nie przypuszczał, że ta małomiasteczkowa nuda, która wypchnęła go do większego miasta, okaże się kiedyś towarem deficytowym. Tate miał jasno ustalony plan na życie i konsekwentnie go realizował.

Po ukończeniu szkoły zamieszkał na stancji ze swoim kolegą ze szkoły. Kolega, znający stosunek Tate do zwierząt, na któreś urodziny przyniósł mu prezent.  Prezent nietypowy, acz wytworny z nutką elegancji. Wyczekiwany przez solenizanta niecierpliwie. Było to czarne cudo z białym żabotem i białymi skarpetkami, a imię jego brzmiało Bartek. Zakończenie ogonka zwiastowało późniejszy zachwyt Tate nad Maksiem, gdyż ten czarny pędzelek  zakończony był białą plamą i teraz, kiedy Tate patrzy na Maksia, za każdym razem przypomina sobie Bartka.

Bartek był kotem wędrowniczkiem. Tate wszędzie zabierał go ze sobą, do rodziców i do brata, targał Bartusia w jego lektyce, a ten odwdzięczał się jak najlepiej potrafił. Rządził jak pan i władca, gonił wszystkie psy i inne stworzenia oraz na wszystkie sposoby dawał biednemu Tate do wiwatu. Bratowa naszego Tate po ich wizytach zażywała kropelek na serce, a jej suczka, piesek łagodny i kanapowy przez miesiąc bała się wrócić do domu.  Bartek przez wiele lat towarzyszył Tate w jego życiu, ale któregoś pięknego dnia uznał, iż ich wspólne życie dobiegło końca i ich drogi się rozchodzą. Podczas jednej z licznych wizyt na wsi, Bartuś poznał cud urody kotkę i postanowił założyć rodzinę. Tate prosił, błagał, płakał, ale w końcu zrozumiał. Z pustą lektyką i złamanym sercem wrócił do nagle pustego domu. Przeżył to bardzo, gdyż okazało się, że czegoś mu brak. Nie ma z kim pogadać, nie ma się kto na niego fochać i ogólnie, poznał gorzki smak nudy i samotności w pustym domu.

Kiedy uświadomił sobie co mu doskwiera, Tate, myślący zadaniowo jak każdy mężczyzna, postanowił wziąć przykład z Bartka. Uznał, że dość ma takiego życia, że on też potrzebuje towarzystwa i kompletnie nieświadomy konsekwencji swej decyzji, biedny nasz Tate wkroczył na drogę bez powrotu. Rozpoczął poszukiwania żony dla siebie i  Mame  dla ich przyszłych, wspólnych kociąt 🙂

Cdn….

Wasz Kubuś

 


Rozmowy z Kotem
  • 146

2 Replies to “Tate”

Dodaj komentarz