Trzyczęściowy zestaw Kawowy

Rozmowy z Kotem
  • 91

Jak już wspomniałem, Kawa zamieszkała w szafie. Mame z Tate dali jej trochę czasu na pogodzenie się z sytuacją, ale po pewnym czasie zaczęło ich martwić jej zachowanie. Nie wychodziła w ogóle, nie przejawiała żadnych chęci na rozmowę z nimi i bała się wszystkiego. Mówiąc wszystkiego, mam na myśli NAPRAWDĘ wszystkiego. Każdy dźwięk, każdy szelest powodował, że zamykała się w sobie jeszcze bardziej, wpasowywała się w szafę i starała nie oddychać. Psotka nie była na tyle mądrym kotkiem żeby jej pomóc. Psotunia cieszyła się z obecności innego kota i w zupełności jej to wystarczało. O obecności Kawy świadczył fakt, że w podstawionej pod szafę miseczce widać było pustkę.

Po dwóch tygodniach odważyła się wyjść w ciągu dnia z szafy.  To było święto! Mame z Tate zamarli i przestali oddychać, kiedy ją zobaczyli. Żeby tylko nie przestraszyć, żeby nie zapeszyć, żeby nie uciekła. Mame opowiadała, że w tamtym okresie w domu było bardzo zabawnie. Kawa wychodzi, Mame z na pół ubranym butem, w pozycji nagły paraliż zastyga pod drzwiami, Tate z gorącym kubkiem herbaty kamienieje w pozycji czapli stawiającej właśnie krok. Nie była w stanie zliczyć wszystkich sytuacji, kiedy zastygali jak te posągi, bo Kawa raczyła wyłonić się z szafy.Obchodziła ich szerokim łukiem, przemykała jak ten cień, bezszelestnie, w obawie,  że ktoś ją zobaczy,  że zrobi jej krzywdę.

-Wiesz- powiedziała któregoś dnia Mame do Tate, -Na moje oko, nos i doświadczenie ktoś musiał ją pobić. – Dlaczego tak uważasz? -Spytał Tate – Ano dlatego, zaczęła swój wywód Mame – Po dwóch tygodniach wyszła z szafy, teraz teleportuje się przez mieszkanie, żeby przypadkiem nie zostawić śladu, każdy nasz gest w jej stronę to panika w oczach i ucieczka, możemy zapomnieć o pogłaskaniu jej, a każde, nawet najmniejsze pochylenie się w jej stronę, to natychmiastowy odwrót do szafy. -Zobacz, ciągnęła Mame, -Ona boi się własnego odbicia w lustrze, a chciałam zauważyć, że musimy ją złapać. -Oszalałaś do reszty kobieto? Zdziwił się Tate, -Po jaką cholerę chcesz ją łapać? Przecież sama mówiłaś, że nic na siłę, że nie możemy jej do niczego zmuszać, bo się zatchnie i tyle będzie z budowania zaufania. Co Ci do głowy strzeliło? -Zaczął się irytować Tate, -No co? – Żebym Ci zaraz nie odpowiedziała czegoś o odchodach, zapiekliła się z prędkością kosmiczną Mame, -Głuchy jesteś czy co? Nie słyszysz jak ona stuka paznokciami? Musimy zabrać ją do weta, bo ja nie podejmuję się obcięcia jej pazurów, życie mi miłe, -bulgotała Mame. -Bierz rękawiczki, transporterek i łap ją! -rozkazała. – Ja, wściekł się Tate, -Dlaczego ja?  Dlaczego ja zawsze muszę być ten zły? Sama nie możesz? -No chyba rozum dokumentnie Cię opuścił, -prychnęła Mame, -Ktoś musi być ten zły, a przecież to nie będę ja! Ruszaj się do diabła, nie mamy całego dnia na łapanie jednego, małego, spokojnego kota! -wrzasnęła. – No rusz się ! – ryknęła jeszcze głośniej.

To, co się później działo brzmi w ich relacjach zgoła odmiennie. W zależności od tego, które z nich to opowiada, był to dramat albo komedia. Mame zamknęła drzwi od pokoju w którym przebiegała cała akcja, Tate nałożył rękawice, żeby Kawa go nie podrapała i zaczął ją łapać. I w tym dokładnie miejscu kończy się część wspólna ich opowieści. Według Tate wyglądało to tak, że Kawa, przerażona oczywiście , uciekała po wszystkim. Po meblach, po ścianie, górą, dołem, bokiem, wiła się jak piskorz i robiła dokładnie to, co robi śmiertelnie wystraszone zwierzę. Wszystko, co pozwoli uniknąć złapania przez człowieka. Tate starał się ponad miarę, ale Kawa była sprytniejsza. Tate mokry jak szczur w czasie ulewy, zapocony jak po pracy na przodku, czerwony z wysiłku i dodatkowo wściekły na Mame, dał za wygraną. Tę rundę wygrała Kawa i Tate musiał złożyć broń.

Z punktu widzenia Mame, całość przebiegała w wysoce rozrywkowym stylu. Poza ewidentnym przerażeniem kota, przebieg całej akcji spowodował u niej rozmazanie makijażu i potężną czkawkę ze śmiechu. Mame w słusznym skądinąd mniemaniu, że zapowiada się przedstawienie stulecia, zasiadła sobie w punkcie widokowym, strategicznie wybranym i z zapartym tchem śledziła rozgrywającą się przed jej oczyma akcję.

-Dawaj, wołała do Tate wijąc się ze śmiechu , -No ruszaj się szybciej, coś taki powolny? -Patrz co robisz, przecież Ci ucieknie, no przecież mówiłam, że Ci ucieknie, no i Ci uciekła, bokiem trzeba było ją brać, bokiem, a nie ławą -darła z biednego Tate łacha. – O rany, rusz się Ty powolna kupo mięśni, prędzej wet przejdzie na emeryturę, niż Ty ją złapiesz! – rechotała na cały głos. -Sama ją sobie złap do ciężkiej cholery , -sapał w tym czasie Tate, – Taka mądra jesteś, to sama ją złap!  -Ja, zdziwiła się obłudnie Mame, -Ja nie będę jej łapać, już Ci mówiłam, że ktoś w tym domu musi być zły i to nie będę ja, – w wielkiej uciesze odpowiedziała Mame. – Ty mi tu nie bulgotaj, bo zawału dostaniesz, Ty łap ją bo ja już głodna jestem, a nie mogę iść czegoś zjeść, bo przecież Ci pomagam, -zirytowała się Mame. – CO??? – zapowietrzył się Tate, CO TY MI ROBISZ????- zawył , – ŻE CO??? – A co, głuchy jesteś? -dolała oliwy do ognia Mame,- Pomagam Ci, wspieram Cię duchowo, to bardzo ważne jest, że jestem z Tobą w tak trudnej chwili, – ubawiona po kokardy odpowiedziała Mame, -No łapiesz ją czy nie??? -wrzasnęła już mocno głodna i zła. -Nie, nie łapię – stwierdził bliski eksplozji Tate, – w dupie mam, niech chodzi na szpilkach. -No wiesz – oburzyła się Mame, -Taki mięczak jesteś, kota nie potrafisz złapać? -Jak lata po całym pokoju i ze strachu sika po ścianach to nie, – odpowiedział Tate i ściągnął rękawice. – Idziemy coś zjeść?, – rzucił.  – No weź, zobacz jak ona teraz siedzi grzecznie w szafie, weźże ją wyciągnij, załatwimy co trzeba i będzie z głowy, – przymilnym głosem powiedziała Mame, – Dzielny byłeś, w nagrodę kupię Ci piwo…..- kusiła. – Dwa,  -stanowczo powiedział Tate, -Dwa piwa chcę i żadnego trucia na ten temat. Jedno za Kawę, a drugie za Twój rechot,  -dodał.

Po tej, jakże emocjonującej akcji Tate raz jeszcze założył rękawice i wyciągnął biedną Kawunię z szafy. U weta okazało się, że wszystko z nią w porządku, paznokcie dała sobie obciąć bez problemu i była przy tym bardzo grzeczna oraz cichutka. Niewątpliwy wpływ na jej zachowanie, według Mame, miał urok osobisty Pana Macieja, ich od lat zaufanego weterynarza.

Po tym zdarzeniu nastąpił szereg nudnych, podobnych w swej beznadziei dni. Kawa uparcie nie chciała im zaufać, oni uparcie przekonywali ją, że jednak można i tak to sobie trwało. Bardzo, bardzo długo trwało. Do tej pory Mame wspomina, że w desperacji czołgali się przez trzy miesiące do Kawuni, żeby jej nie przestraszyć i wyczyniali różne inne sztuczki, a ich podłoga nigdy przedtem, ani też nigdy potem nie była tak wyfroterowana.

Na przełom czekali dziesięć miesięcy. Dziesięć długich miesięcy podchodów, zwątpień, nadziei i oczekiwania. Nie ominęła ich niechęć do Kawy, czarne myśli o popełnionym błędzie , a nawet zwykła ludzka wściekłość i żal.  W tym wszystkim Kawa dzień po dniu, w swoim tempie czyniła jednak postępy. Pozwalała Tate na czołganie się do niej w nocy i obwąchiwanie jego ręki, wskakiwała na łóżko do Mame i przechodziła obok normalnym krokiem bez panicznej ucieczki.

Na diametralną zmianę sytuacji miały miejsce trzy wydarzenia. Teoria Mame mówi, że każdy kot ma swoją czerwoną kropkę, tylko dla każdego jest ona czymś innym. Dla Kawy był to czarny sznurek, który w zapomnianych już celach Mame wyciągnęła z szafy. I to był pierwszy punkt zwrotny. Kawa wykazała zwykłe kocie zainteresowanie i zapałem łowiła podsuwany jej pod nos sznureczek. Drugim –  dramatyczna, niespodziewana i nagła śmierć Psotki, a trzecim…… Trzecim wydarzeniem, które zmieniło życie tej rodziny było pojawienie się pewnej małej, sprężystej kulki o kubusiowatym zabarwieniu. Kulki, którą wspaniała ciocia Marta przywiozła im któregoś wieczoru do domu. Półrocznej kulki imieniem  Maksio.

Cdn….

Wasz Kubuś

 

 


Rozmowy z Kotem
  • 91

5 Replies to “Trzyczęściowy zestaw Kawowy”

  1. Przede wszystkim bardzo współczuję odejścia Psotki… Smutno mi się zrobiło, gdy o kolejnej stracie przeczytałam…

    O tych ludziach, którzy zwrócili Kawę, nie chcę nawet myśleć.

    Szacunek dla Państwa.
    I jaka mądra ta ciocia Marta…

Dodaj komentarz