Urodziny Tate. Część trzecia. Niespodzianka :)

Rozmowy z Kotem
  • 86

 

Jadący rowerem w dół drogi chłop, z zawieszonym wiadrem na kierownicy, zobaczył stojący połową długości na swoim własnym podjeździe samochód. Zdziwił się lekko, zastanowił ki diabeł, ale popatrzył na obcą rejestrację i uznał, że siedzący w nim ludzie po prostu zabłądzili. Mijając ich przy samej już bramie, ujrzał nieruchomo siedzącą za kierownicą kobietę i równie nieruchomego, w widocznym szoku mężczyznę na fotelu obok kierowcy. Mężczyzna trzęsącymi się rękoma usiłował trzymać w dłoniach jakąś kartkę. Chłop w  przelocie pomyślał, że mężczyzna czyta wyniki badań i uznał, że nie będzie się wtrącał, jak zatarasują mu podjazd na dłużej, będzie interweniował.  W pośpiechu udał się do domu.Żona właściciela co rusz to podchodziła do okna żeby sprawdzić, czy zapowiadani wcześniej goście już przyjechali. Jakiś czas temu zadzwoniła do niej miła kobieta i zarezerwowała pobyt w tym nietypowym okresie, na dwie noce dla dwóch osób. To mąż prowadził pensjonat i to on  zajmował się gośćmi, ale akurat musiał pojechać do Krakowa, więc poprosił żonę o zajęcie się państwem. Kobieta zadzwoniła pod podany numer, usłyszała w odpowiedzi, że goście są już na zjeździe z autostrady, wyliczyła, ile zajmuje to czasu, dodała pięć minut na błądzenie i zerkała na drogę w oczekiwaniu.  W pewnym momencie zauważyła parkujący na podjeździe sąsiada samochód, uznała, że to jeszcze nie ten, na który czeka i wróciła do swoich zajęć. Kiedy wykonała kolejną rundę do okna i zobaczyła, że samochód dalej stoi, tak jak stał, przyglądnęła się uważniej, popatrzyła na rejestrację i doszła do wniosku, że to jednak do nich. Odsunęła się od okna i ruszyła w stronę drzwi.

Biuro podróży…….Zarezerwowane dwie doby……..Kopalnia soli……Chęć mordu………Wawel……Reklamacje…..-CO JA CZYTAM, CO TO JEST?…….CO TO JEST? – do skołowanego mózgu Tate wdarły się tylko te myśli. Kiedy Mame  kazała mu wziąć kartkę wiedział, że stało się coś niewyobrażalnego. W miarę czytania rozumiał coraz mniej, serce pompowało krew w wyjątkowo nieskoordynowany sposób, raz zrzucając wszystko do stóp, żeby za chwilę zrezygnować z tego pomysłu i przepompować te sześć litrów na policzki. Tate doznał szoku i nie był w stanie racjonalnie myśleć. Organizm zadział jednak bez jego udziału. Opanował szaleństwa serca, uspokoił drżące ręce, zakazał wypacać więcej wody i rozkazał oczom oderwać się od kartki i popatrzeć przed siebie. Oczy posłusznie spełniły polecenie i do świadomości Tate dotarł kojąco-idylliczny obrazek. Piękna, położona na wzgórzu willa, za nią widok na Wieliczkę, jakiś rower, ogólna cisza, spokój, brak dźwięków…..Tate powoli acz zdecydowanie odchodził od groźby dostania zawału……-Jak tu cicho, jak pięknie, taki spokojny widok, nic nie zakłóca tej ciszy, jak mi dobrze, siedzimy tak sobie z Mame…….Nozdrza Tate rozszerzyły się nagle, instynkt drapieżnika podniósł mu kawałek górnej wargi do góry, dając znać ofierze o znajdującej się  pod nią kle, oko błysnęło żądzą mordu,  głowa poderwała się do góry i błyskawicznym ruchem obróciła w lewą stronę. Mame…..

-O rany, o rany, czyżbym przegięła? Ale on ma minę, zaraz mnie udusi, BABCIE miała rację, Boże, Boże, jakem niewierząca, nie zabieraj mnie jeszcze, krótkie to życie jakieś mam, nie chcę się z nim jeszcze rozstawać, chciałabym zwiedzać świat, ja nigdzie nie byłam, jeszcze nie, jeszcze trochę mnie tu zostaw, przecież my koty mamy, nie możesz im tego zrobić, chciałabym zobaczyć zorzę polarną i zamki nad Loarą, niech to szlag, ja nawet w Kazimierzu nie byłam o Gdańsku nie wspominając….Jeszcze nie, jeszcze nie teraz…..- przelatywało przez maminą głowę stado pędzących niczym meteoryty przez atmosferę, myśli. – Dlaczego ja zawsze muszę najpierw robić, a dopiero potem myśleć? O rany, o rany, odetchnąć muszę bo się zaraz sama uduszę, spróbuję tak delikatnie, taki jakby zefirek wypuścić, no muszę nabrać powietrza, dłużej nie mogę……..Uff, udało się, aż mi się w głowie zakręciło, to jeszcze jeden…….O, jak dobrze, jednak nie wolno tak długo powietrza wstrzymywać, dobra, koniec tego czytania, no chyba już przeczytał, to nie instrukcja obsługi samolotu, tylko kilka zdań, uff, jak dobrze normalnie oddychać, zaraz mu coś powiem – odblokowało Mame i równocześnie z odwracającym się w jej stronę Tate, zwróciła się w jego stronę.

-Przeczytałeś już?- zapytała swoim normalnym głosem, wiedząc, że skoro w pierwszym momencie po przeczytaniu przez Tate tej niecodziennej kartki urodzinowej nic się jej nie stało, to teraz tym bardziej nic jej nie grozi. – No przeczytałeś? – Bo ruszyłbyś się do bramy i ją otworzył, niech ja normalnie wjadę, a nie będziemy stać jak miastowe głupki i tarasować ludziom podjazdy, no już, na co czekasz, dziwić możesz się w ciepłym domu, a niekoniecznie w samochodzie – dodała, zauważając równocześnie wychodzącą ze stojącego przed nimi domu kobietę. – Ogarnij człowieku tę twarz, bo masz teraz psychopatę na niej, a ta pani wygląda na spokojną niewiastę, przestraszysz ją i do domu nas nie wpuści.  -Rób, ogarnij, nie zastanawiaj się, później, później, teraz rób tylko to, co ona mówi, później będziesz myślał – kłębiło się w tatowej głowie kiedy na dziwnie słabych i jakby bez kości nogach wysiadł z samochodu i próbował spełnić polecenie małżonki. -Ja ją zabiję, jak tylko zrozumiem, co tu się stało, to ja ją zabiję – przyjemna ta myśl zagnieździła się w jego głowie, odetchnął głęboko, opanował w miarę możliwości twarz i wysiadł z auta. Żona właściciela otworzyła bramę, pokazała siedzącej za kierownicą kobiecie miejsce do zaparkowania i z przyjemnym wyrazem twarzy zwróciła się do podchodzącego do bagażnika mężczyzny.  Cofnęło ją. Wyraz jego twarzy przywiódł jej na myśl wszystkie oglądnięte w życiu horrory z mordercami w roli głównej, cofnęła się jeszcze bardziej i natknęła na wysiadającą z samochodu, z sympatycznym dla odmiany wyrazem twarzy kobietę, na ustach której widniał szelmowski, na całe oblicze, rozciągnięty uśmiech. – Co za dziwolągi, – pomyślała z rozpaczą, facet wygląda, jakby właśnie kogoś udusił, a babka na kogoś, kto to duszenie zlecił i jest wysoce zadowolony z efektu. Żona właściciela wzięła się w garść, przywitała z państwem i zaprosiła do domu. Z dwojga niebezpiecznych, podejmowanych właśnie wariatów, właściwie wybrawszy tego, który według niej stanowi większe zagrożenie, otworzyła drzwi, wskazała kierunek i nie pozostawiającym złudzeń wzrokiem, spojrzała na Mame i miłym oraz łagodnym głosem zaprosiła ich do środka.

Zadowolona z siebie Mame zauważyła wzrok gospodyni, rzucający co chwilę kontrolne i podejrzane łypnięcia na Tate i w obawie przed wyrzuceniem ich na zbity pysk z domu i to jeszcze przed wniesieniem bagaży do pokoju, poczuła się w obowiązku udzielenia nieświadomej kobiecie wyjaśnień. Jakby nie patrzeć – pomyślała, – To jej dom, też bym się bała wpuścić do swojego domu typa z taką twarzą, jak on się nie opanuje, to mu garnek na łeb zasadzę. – Jak się cieszę, że w kocu dotarliśmy, – zwróciła się głośno do kobiety. – Droga niby cały czas autostradą, a pod Krakowem takie korki, jak pod galeriami handlowymi przed świętami. Na szczęście udało się, nie zabłądziliśmy i dotarliśmy bez problemu – szczebiotała Mame, której nie umknęły jednak podejrzliwe łypnięcia gospodyni na miotającego się po holu z obłąkanym wyrazem twarzy Tate. – Ach, tak, – ciągnęła słodko, podchodząc powoli do kobiety, równocześnie zasłaniając sobą tego oszołoma, – zapomniałam Pani powiedzieć, że mąż o niczym nie wiedział, bo ten wyjazd to prezent na jego urodziny,  dowiedział się dosłownie przed chwilą i może być lekko zaskoczony-  przejmująca właśnie , z właściwym sobie wrodzonym urokiem osobistym kontrolę nad sytuacją Mame, ujęła delikatnie nieszczęsną kobietę pod ramię, lekko tylko naciskając odwróciła ją w stronę okna i z dziecięco – niewinnym uśmiechem młodej i wyjątkowo głodnej kobry wrzuconej znienacka  do pojemnika pełnego myszy, dodała – to może pokaże nam Pani pokój?

Z tej sceny Tate nie zarejestrował niczego. Pustka i niedowierzanie szalejące w jego duszy skutecznie filtrowały rzeczywistość. Dla osoby postronnej, widok przerażonego, oszołomionego mężczyzny, który w chaotyczny sposób, motając się raz w prawo, raz w lewo, zawracając w połowie kroku i co chwilę łapiąc się za głowę, prezentował się cokolwiek dziwnie. Po chwili dotarło do niego, że Mame szczebiocze do gospodyni, po czym milknie, wchodzą do jakiegoś pokoju, gospodyni po chwili w uldze i pośpiechu opuszcza pomieszczenie, a Mame zwraca się już, bynajmniej nie szczebiocąc , do niego – Jak się zaraz nie uspokoisz, to Cię do bagażnika zamknę, przez Twój szalony wzrok byłam zmuszona dotknąć obcego człowieka, a wiesz jak tego nie znoszę. Oprzytomnij chociaż na tyle, żeby pójść po bagaże, jak się zamkniemy w pokoju i nie będzie musiała na Ciebie patrzeć, to nas nie wyrzucą. Idź, wracaj i nie patrz na nikogo, bo jeszcze w ramach obrony koniecznej, ktoś da Ci w łeb.

Wbrew ponurym przepowiedniom Mame, Tate wraz z bagażami i nienaruszoną facjatą, trafił w końcu do pokoju. Nie zastanawiał się nawet, skąd się tam wzięły. Mgliście tylko przemknęło mu przez myśl, że jest tam ich torba, bo przecież w środku są rzeczy Teresy. Z jedynej znajdującej się wśród bagaży  torby, bo resztę stanowiły jakieś siatki,  tej w której podobno znajdowały się rzeczy Teresy, Mame bez żadnego zawahania wyciągnęła malutką butelkę wódki, rozmiar na dwa kieliszki, również bez słowa z bocznej kieszonki wyłuskała zawinięty w ściereczkę kieliszek, nalała do niego pół buteleczki i bez słowa podała Tate. Nie wydający z siebie żadnego dźwięku, otępiały na twarzy Tate, wziął podawany mu kieliszek i stanowczym gestem wlał całą zawartość do ust.  Oddał pusty Mame, która bez sekundy zwłoki nalała drugi, podała Tate i wyrzuciła pustą butelkę do kosza. Tate powtórzył przeprowadzone przed chwilą działania, odstawił pusty kieliszek na stolik, odetchnął pełną piersią i przytomniejszym już wzrokiem, aczkolwiek wciąż w milczeniu, popatrzył na żonę.

Lekko ponad trzysta pięćdziesiąt kilometrów dalej, BABCIE  jechała do pozostawionych na dwa dni  pod jej opieką kotów. Przyjechała, nakarmiła, sprzątnęła kuwetę, zrobiła sobie herbaty i nim zaniosła ją sobie do pokoju, zadzwonił telefon. Do BABCIE dzwoniła mama zięciunia, Marysia. BABCIE zrobiło się gorąco.

– Dzień dobry Eluniu, jak tam u dzieci, wiesz już coś, dojechali bez problemu? – usłyszała w słuchawce głos Marysi. Joasia mówiła, że mniej więcej o tej porze powinni już dojechać? – To Ty wiesz o tym wyjeździe? – słabym głosem zapytała BABCIE, -to miała być tajemnica… – dodała, patrząc z niedowierzaniem na słuchawkę. – Tak, oczywiście, że wiem, Joasia dzwoniła do mnie niedawno z prośbą, żebym odmówiła im przyjazdu, bo ona szykuje niespodziankę i że to wielka tajemnica jest, a jeszcze żeby się udało, to miała mu powiedzieć, że to Ty jedziesz do Wieliczki i w odpowiedniej chwili skręcasz nogę i oni muszą po Ciebie pojechać. To dzwonię do Ciebie, żeby się dowiedzieć, czy już dotarli i czy jej się udało, bo przejęta była strasznie. Nie chcę do nich dzwonić, bo wiesz, jak jeszcze są w drodze, to Sławek się domyśli i Joasia się wścieknie, że jej niespodziankę zepsuję. A swoją drogą, to córka Ci się udała, jak ona coś wymyśli…..

 

 

Jeszcze bardziej uroczyście i z jeszcze większą z siebie dumą oświadczam, że kartka, którą dostał do czytania Tate istnieje naprawdę. Na potrzeby wpisu została zapisana we właściwym formacie, natomiast wydrukowany oryginał jest pieczołowicie przechowywany przez Tate w jego skrzyneczce skarbów, jako pamiątka z największego w świecie numeru, w jaki dał się wkręcić.

 

Cdn…

Wasz Kubuś

 


Rozmowy z Kotem
  • 86

Dodaj komentarz