Biszkopt z Karmelem. Część trzecia.

-Nie będzie mi tu Pani biła żadnego kota, rozumie Pani ? Kota, psa, ani chomika! Samą siebie niech Pani  trzaśnie w łeb, a nie będzie  pastwić się nad słabszymi! Ze mną proszę spróbować, jak jest Pani taka odważna! – wściekła Mame wrzeszcząc na pół miasteczka leciała przez trawnik w stronę wstrętnej sąsiadki, która kopnęła Biszkopta i próbowała dosięgnąć grabiami Karmelkowego grzbietu. – Odsuń się kobieto od tego kota bo nie ręczę za siebie – wysyczała, będąc już w zasięgu ropuchy. – A co Cię to obchodzi gruba babo – odparła pogardliwie sąsiadka i nieświadoma charakteru Mame, zamachnęła się ponownie na próbującego dostać się do miski kota. – Psa muszę karmić, koty muszę karmić, ale ze starymi, grubymi babami nie gadam – gderała sadystka, podnosząc równocześnie rękę z grabiami na wciąż próbującego dostać się do jedzenia Biszkopta.  – Mariolka pojechała sobie na urlop, gości zostawiła, zwierzaki zostawiła, wszystko na mojej głowie – ręka sąsiadki wzięła potężny zamach i pewnym było, że Biszkopcikowi za chwilę stanie się krzywda. Nie dosięgnęła go jednak. Zaciśnięta pięść Mame była szybsza. Imponujący, gnany wściekłością prawy sierpowy błyskawicznie znalazł się na śmiertelnie zdumionej twarzy . Babę obróciło i z wrażenia posadziło na ziemi. Przez krótką chwilę nie była w stanie złapać tchu, ani też dojść, co tu się właśnie wydarzyło. – Owszem, jestem gruba – spokojna jak sfinks osiągający właśnie stan zen, odparła Mame. – Ale lepiej gruba niż głupia – dodała do znokautowanej właśnie wstrętnej baby. -Mówiłam, żeby go Pani zostawiła, następnym razem radzę posłuchać, następnym razem nie będę dla Pani taka miła – dodała złowieszczo i sprawdziwszy, czy koty podeszły do miski i mogą coś zjeść, odwróciła się na pięcie i nie zaszczyciwszy babsztyla ani jednym spojrzeniem, dumna z siebie bardzo udała się do pokoju.

Czytaj dalej Biszkopt z Karmelem. Część trzecia.

Biszkopt z Karmelem. Część pierwsza.

-Brrruuu, bbrrrruuuu, bbrrr….rozległo się nad uchem niespokojnie śpiącemu Biszkoptowi – Brruu, bbrrrruuu, bbrbrrruuuu, burczało nadal tak głośno, że nie mógł tego zignorować. Otworzył jedno oko, zobaczył nim jakby rudawą ciemność, pospiesznie otworzył drugie i całkowicie się wybudzając z , wydawać by się mogło, głębokiego snu uznał, że właśnie popełnił błąd.  Rudawa ciemność była bowiem fragmentem jego brata Karmela, który z wielce nieszczęśliwą miną wtulił się w niego i żałosnym wzrokiem wpatrywał się w zamknięte na głucho od czterech dni drzwi do domu z którego ich pani serwowała im posiłki, burczenie zaś wydawał bardzo już głodny Karmelowy żołądek. Do Biszkoptowego brzuszka także dotarła informacja o braku posiłku i  jego żołądek bezlitośnie dołączył się do grającej już  serenady . Po chwili obu kotom kiszki zaczęły grać marsza. Biszkopt popatrzył na brata ze zrozumieniem, przeciągnął się niechętnie, odruchowo umył lewą łapkę i podjął męską decyzję. Zeskoczył ze stojącej pod drzwiami ławki  na której spali i nie oglądając się na brata, podszedł do znajdujących się na drugiej ścianie domu drzwi.  Nie bacząc na zmierzwioną grzywkę i oględnie mówiąc nie do końca zadbane futerko, usiadł pod nimi i zaczął wzywać pomocy.

Czytaj dalej Biszkopt z Karmelem. Część pierwsza.

Święta. Część trzecia,ostatnia.

-Zaraz  pęknę – zbolałym głosem odezwała się zielono – żółta na twarzy BABCIE. – Kto to widział tyle jedzenia robić – poprawiła się wygodnie na kanapie, usiłując poluzować opięte do granic wytrzymałości spodnie. – Na przyszłe święta musisz zrobić  o połowę mniej – dodała oskarżycielsko zwracając się w stronę Mame. – Ja mam zrobić mniej?- zaskoczona Mame polała sobie rękę nalewanym właśnie do literatki kompotem z suszu. – Ja? – poprawiła, oblizując mokre palce.  – Przypominam Ci uprzejmie, bo widzę , że z przejedzenia ostrość widzenia straciłaś, że to Ty przyniosłaś dwa kilo ryby po grecku, tonę śledzi i trzy ciasta – zadowolona, że udało się jej zjeść wszystkiego z wielkim umiarem, powiedziała Mame. – Gdyby na stole było tylko to, co ja zrobiłam, do domu wrócilibyście głodni – stwierdziła i z wielką satysfakcją iż sama założyła spodnie na gumce i nic ją nie uwiera, rozsiadła się z kompotem na kanapie. Czytaj dalej Święta. Część trzecia,ostatnia.

Święta. Część druga.

Z głośników cichutko popłynęły śpiewane przez Mazowsze kolędy, przeplatane co jakiś czas stukaniem łyżek o talerze. Jedli w ciszy barszcz z uszkami i nikt nie odezwał się słowem, dopóki ten pierwszy wigilijny posiłek nie został zjedzony. Kiedy Mame, po upewnieniu się, że już nikt nie chce dokładki pozbierała talerze i zabrała je do kuchni, BABCIE konspiracyjnym szeptem zwróciła się do Tate – Powiedz mi szybko, zanim ta zaraza wróci, gdzie kupiła takie dobre uszka – spytała zaciekawiona. – Ona by mi zaraz tak namieszała, że niczego się nie dowiem, a przepyszne są, chciałabym dla siebie na później kupić – pospiesznie dokończyła, słysząc jak jej niepokorna córka wraca z kuchni i niesie parujący półmisek pierogów. Czytaj dalej Święta. Część druga.

Święta. Część pierwsza.

Grrrrrr, rrrzzzzzz, rrrzzzz, grrrrrrr, rrrzzzz, w przód i w tył i jeszcze raz i jeszcze jeden i prawo i lewo też będzie dobrze, a jak jej się coś nie spodoba, to niech sama tnie i już w przód i w tył i raz, lewa, lewa a teraz prawa i prawa – sapał z wysiłku Tate, kiedy po ogarnięciu całego mieszkania po remoncie, ciął o piątej rano choinkę. Nie żeby chciał. Raczej musiał, bo skończyli sprzątać mieszkanie grubo po północy, a nadchodzący poranek był tym wigilijnym, który za kilka godzin miał się przemienić w wieczór. A wieczór oznaczał gości, którymi, jakżeby inaczej, byli BABCIE i i brat Mame. Tak to w tym roku właśnie wypadało, a on, idiota jeden, jak zwykle o tym zapomniał i dał się wrobić w tapetowanie. Gdyby skojarzył te fakty, protestowałby znacznie gwałtowniej, a przynajmniej tak to sobie wyobrażał. Czytaj dalej Święta. Część pierwsza.

Remoncik. Część druga, ostatnia.

-Zobacz, a ta? Albo ta? Popatrz, popatrz jakie one są piękne, weźmy wszystkie, to od razu pomalujesz cały dom, zobacz, no popatrz tylko jakby było pięknie, ta z taką tapetą, albo nie, lepiej z tą, ta jest prześliczna, no i czego się nie zachwycasz Ty wyprany z poczucia estetyki komputerze na dwóch nogach, patrz mówię do Ciebie i ja chcę widzieć jakąś reakcję, a nie wszystko sama mam robić, myślisz że dla towarzystwa tu przyjechałeś? To wspólne mieszkanie i wspólnie będziemy wybierać, o nie, nie dotykaj tego paskudztwa, to sobie możesz na ścianę rzucić jak się wyprowadzisz do piwnicy i to tylko wtedy, kiedy nie będę musiała do niej wchodzić. O, popatrz, a ta? Najpiękniejsza na świecie, chyba zmienię koncepcję, jak dobrze, że w tym sklepie można oddać to co się kupiło, bo w tej sytuacji tapeta którą już wybrałam nie będzie pasowała do tego koloru. Nie gadaj teraz do mnie, muszę pomyśleć – ostatnim oddechem wyrzuciła z siebie Mame i rzucając w nieruchomo stojącego Tate swoją kurtką i torebką, z lubością zanurzyła się w przyczepionych do ściany próbnikach farb.

Czytaj dalej Remoncik. Część druga, ostatnia.

Remoncik. Część pierwsza.

-Co Cię tak nosi, -spytał któregoś dnia Tate, widząc jak Mame roziskrzonym wzrokiem ogląda coś w internecie. – Czego szukasz? – dodał podejrzliwie i próbował do niej znienacka podejść i rzucić okiem na ekran tabletu. – Ja?- Co? -Nic, no w sumie nic – niewinnym głosikiem odparła Mame, blokując równocześnie ekran swojej ukochanej tabletki. – Gdzie mi tu? – zgoła innym niż przed sekundą tonem warknęła do Tate. – Ile razy Ci mówiłam, że masz mi się nie lampić w tabletunię? – To dokładnie tak,  jak z portfelem, nieproszony nie zaglądasz, jasne? -sapnęła zirytowana i nie zaszczycając swego grubo ciosanego w głowę męża cieniem spojrzenia, wsadziła tabletkę pod pachę i wyszła z pokoju.

Czytaj dalej Remoncik. Część pierwsza.

Wigilia. Część druga, ostatnia.

-Szefie, telefon do Pana – szepnął Jackowi do ucha asystent,  – To już trzeci raz, dzwonią ze szpitala, ponoć to ważne.  – Jeszcze raz przeszkodzisz mi w spotkaniu, a wylecisz na zbity pysk, jasne? – nie zmieniając wyrazu twarzy warknął szeptem Jacek. – Wynoś się stąd i nie waż wracać  – dodał, zwracając się równocześnie do niskiego, korpulentnego jegomościa, prowadzącego spotkanie biznesowe dwóch potężnych, zamierzających połączyć się właśnie spółek. – Oczywiście panie prezesie, zgadzam się w zupełności, że redukcja w zatrudnieniu jest tematem drażliwym , ale nie unikniemy o nim  rozmowy, więc nie widzę powodu, żeby nie można omówić go teraz. Panowie pozwolą…..

Za spoconym ze strachu asystentem cichutko zamknęły się drzwi. Rzucił okiem na salę którą właśnie opuścił, na siedzących tam dyrektorów, prawników i różnej maści asystentów, na dłuższą chwilę zatrzymał wzrok na swoim bezwzględnym szefie, odetchnął głęboko i podszedł do biurka, na którym leżała odłożona słuchawka. – Niestety, szef nie może odebrać telefonu, ani teraz, ani w przyszłości, proszę tu więcej nie dzwonić….

Czytaj dalej Wigilia. Część druga, ostatnia.

Wigilia

-To już? – pomyślała ze smutkiem starsza pani wchodząc w dzień zaduszny do sklepu. – Jeszcze znicze na grobach się nie wypaliły, a tu już świąteczne wystawy i muzyka…. – Do Świąt zostały prawie dwa miesiące, a oni już zaczęli….. Jakie to przykre….. Czytaj dalej Wigilia